sobota, 7 listopada 2015

Szarozielona Toskania


Po latach znów we Włoszech: znów jesienią i na krótko. Pierwszy dzień jeszcze był słoneczny, następnego deszcz i  zimno. Dopada nas zmęczenie podróżą, odsypiamy więc, my i psy. 
Ale nie po to tu przyjechaliśmy. Jedziemy do Vinci.

Nie pada, lecz jest szaro i zimno. Uliczki są jak korytarze, którymi pędzi szalona wichura. Wszyscy się chowają.









My nie.


Choć psy się boją.
Wiatr chce nam urwać głowy.


Stare Vinci, z kamienia i różowej cegły, posadowione jest na wzgórzu. Wokół inne wzgórza i oliwne sady.


Jedziemy do Anchiano, do rodzinnego domu Leonarda.













Ścieżka wiedzie przez gaj oliwny.
Jest cicho, jeśli nie liczyć wycia wiatru, i pusto.














Szarozielona Toskania. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz