Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leonard Cohen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leonard Cohen. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 lipca 2019

"Gdyby diabli sądzili, wydaliby sprawiedliwszy wyrok…"



Gdy w Lublinie uroczyście obchodzono 450. rocznicę Unii Lubelskiej, w ratuszowej sali posiedzeń rady miasta zamordowano demokrację.

Wydano wyrok na bezcenne przyrodniczo Górki Czechowskie, wbrew wynikom konsultacji społecznych, deklaracjom władz miasta z poprzednich lat, z nieposzanowaniem prawa.

Mobilizację mieszkańców w obronie Górek – prawie 23 tysiące głosów na NIE W REFERENDUM, wzór aktywności obywatelskiej w Polsce lat obecnych – zignorowano. Zrobił to prezydencki klub, mający w radzie większość (dwaj sprawiedliwi wbrew dyscyplinie partyjnej wstrzymali się od głosu).

***

Ja się tu nie zajmuję polityką. Piszę o podróżach, zwierzętach, lekturach, sztuce. Piszę o pięknie. 

Na Górkach nie bywam często. Wystarczy mi, że są. Czuję ich oddech, są płucami powoli duszącego się w smogu i upale miasta. Choć już okrojone i zniszczone, mogłyby się odrodzić.

Murawy kserotermiczne, zmieniające barwy co chwila, kwitnące, rozśpiewane ptakami zarośla, rozległe doliny i cieniste wąwozy, aleje i wzgórza. Siedlisko chomika europejskiego, chronionych motyli, cennych roślin. Miejsce rekomendowane od dawna do objęcia ochroną jako rezerwat z otuliną…

Wreszcie – miejsce kaźni więźniów zamku lubelskiego i ich pochówku. Nie zbadane do tej pory.

***

W 1637 roku przed lubelskim trybunałem koronnym stanęła pewna wdowa w sporze z magnatem, który przekupił sędziów. Ci, ignorując fakty, wydali wyrok na korzyść bogacza. Kobieta wzniosła ręce do krucyfiksu: „Gdyby diabli sądzili, wydaliby sprawiedliwszy wyrok!”

O północy w sali pojawili się dziwni mężczyźni w strojach szlacheckich i czarnych perukach. Pisarz, który jeszcze pracował, spostrzegł diabelskie rogi i poczuł zapach siarki.

Odbyła się powtórna rozprawa. Czarni sędziowie wydali sprawiedliwy wyrok. By go przypieczętować, przewodniczący obradom oparł się ręką o stół, wypalając w desce ślad dłoni.

Chrystus na krucyfiksie odwrócił głowę.

Krzyż trybunalski znajduje się w archikatedrze. 

A sędziowie? Połamali sobie nogi na trybunalskich schodach.

***

Lubelski ratusz znajduje się o rzut kamieniem od trybunału.
Byłam tam w niedzielę i w poniedziałek, bo obrady trwały 20 godzin.

W tym samym czasie odbywały się uroczystości rocznicowe, lecz obrady przerwano tylko na dwie godziny. Jakiej desperacji trzeba, by się tak poświęcić dla osądzenia ubogiej wdowy?

„Policje - tajne, widne i dwu-płciowe” pilnowały porządku. Nie wiem, ilu było strażników miejskich, ale wiem, że byli swoją rolą zażenowani.

Nasi przedstawiciele zabierali głos. Merytorycznie, emocjonalnie. Arogancko pouczani przez przewodniczącego, lekceważeni przez radnych obozu władzy. Zabierali głos radni opozycji, proponując choćby odłożenie debaty nad studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania na wrzesień, gdy gotowa będzie inwentaryzacja przyrodnicza.

Studium po zmianach zostało ogłoszone na kilka dni przed obradami. Rzekomo nie zawiera istotnych zmian, wprowadzonych w ciągu ostatniego roku, które wymuszałyby wyłożenie na 21 dni i konsultacje. Rzekomo…

W poniedziałek 1 lipca o 4.38 rano, po całym skwarnym dniu i nocy obrad, głosowano. Większością głosów 17:12, przy 2 wstrzymujących się, dano magnatowi prawo do budowy osiedla mieszkaniowego na bezcennym przyrodniczo i ekologicznie terenie Górek Czechowskich, północnych płuc miasta. 

Kto bogatemu zabroni?

***



"Gdyby diabli sądzili, wydaliby sprawiedliwszy wyrok…"

***

„Nous chercherons à nous tenir dans un juste milieu, également éloigné des excès du pouvoir populaire et des abus du pouvoir royal” - powiedział swego czasu Ludwik Filip I, król Francuzów. Co się tłumaczy: „Staramy się zachować równowagę, unikając zarówno nadmiaru władzy ludowej, jak i nadużyć władzy królewskiej.” 

Sam o tym później zapominał.

***

Brałam ostatnio udział, przez dwa tygodnie bardzo intensywnie, w akcji #wolnekrowy.

Stado krów niepilnowane przez właściciela przez wiele lat żyło jako wolne i szczęśliwe. Było ich już prawie 180. Wydano na nie wyrok śmierci, bo niezarejestrowane zwierzęta hodowlane nie maja prawa żyć.

Znaleźli się ludzie, którzy gotowi byli o nie walczyć. Gospodarstwa ekologiczne, które przyjmą je na dożywocie i zapewnią dobre warunki. Opór stawiała administracja. Od PIW do ministra. Twardy opór. 

Było trudno, czasem beznadziejnie. Jedni obozowali na pastwisku (i nadal to robią, bo krowy jeszcze nie wyjechały do rezerwatu), inni negocjowali, kto mógł, działał w necie. Wiele osób prawie nie sypiało, napędzała je adrenalina. 

Było kilka momentów, gdy byliśmy blisko zwycięstwa i kilka takich, gdy ogarniała nas rozpacz. 

A jednak się udało.

Poparli nas prezydent, premier i prezes partii rządzącej. Kolejne negocjacje - i minister zmienił decyzję. Krowy będą wolne!

***

Prezydent Lublina i jego formacja mienią się demokratami i oskarżają władzę centralną o zapędy dyktatorskie.

Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka [tkwi] w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.(Mat.7.3-5)

***

„Everybody knows that the dice are loaded
Everybody rolls with their fingers crossed
Everybody knows the war is over
Everybody knows the good guys lost
Everybody knows the fight was fixed
The poor stay poor, the rich get rich
That's how it goes
Everybody knows” 




Cytaty z Norwida i Biblii Tysiąclecia

Fotografia z protestu przed lubelskim ratuszem publikowana za zgodą autorki i uczestniczek  

Użyteczne linki:









wtorek, 14 marca 2017

Wieczór z Nowosielskim

Sztuka jest jednak naprawdę rzeczą nieprzyzwoitą. I coraz bardziej przekonany jestem o tym, że głównym zadaniem sztuki dzisiaj jest gorszenie ludzi.

***

Dzień był przedwiosenny, jeszcze szarawy. Wyszłam z hipsterskiej knajpki, gdzie obserwując barwne towarzystwo jadłam szakszukę. Obok katedry w lewo i w dół, mijając biskupi pałac po lewej stronie i zdewastowane kamienice Żmigrodu po prawej.

Seminarium duchowne ufundowano na początku XVIII wieku pod zarządem Zgromadzenia Misjonarzy św. Wincentego à Paulo. Na południowo - wschodnim zboczu żmigrodzkiego wzgórza powstał wówczas kościół na planie krzyża greckiego. Neogotycka kaplica to dzieło późnodziewiętnastowieczne.
Od 1965 roku w seminarium studiują alumni obrządku bizantyjsko-ukraińskiego i to dla nich przeznaczona jest ta kaplica. Ikonostas Jerzego Nowosielskiego powstał w 1989 roku. Czasem można go zobaczyć.



To miał być wieczór wspomnień, opowieści tych, co Profesora znali. Siedzieliśmy zasłuchani, zapatrzeni - jest w tym dziele wielki spokój, niemal dotykalna cisza. Łagodna płowość tła, turkusy, błękity i niepowtarzalna czerwień Nowosielskiego.

Dobry łotr na diakońskich wrotach. Autoportret?

"Nie był wielkim malarzem, ale był wielkim artystą" - usłyszałam. Okrągłe zdanie, ale czy cokolwiek znaczy? "Nie był kolorystą" - no nie był. Nie musiał. Potraficie odtworzyć jego czerwień? Kobalt? Albo ten kolor pustyni z tła ikonostasu, z "Villi dei Misteri": barwę spłowiałego, wytartego złota?

Wśród prelegentów było dwoje jego studentów, Małgorzata i Piotr. Emocjonalne wystąpienie Małgorzaty, opowieść o pierwszym spotkaniu nastolatki z dziełem przyszłego Mistrza. W kościele w Tychach. I o dobrym człowieku, Nauczycielu, który wspierał, bronił i - pozwalał być sobą.

Bez pośpiechu idziemy w górę ulicą Bernardyńską do Galerii Łucjan w dawnym dworze Gorajskich. Przed wejściem czeka już poczęstunek, w niewielkiej sali - "schulzowskie" obrazy gospodarza i kilka świetlistych płócien Małgosi. Pytana o inspiracje powoła się na Franza Kline'a. Rzeczywiście, to ta sama śmiałość malarskiego gestu. Ale Małgorzata zmierza w innym kierunku, jej obrazy stają się lirycznymi pejzażami, gdzieś w tle widzę Moneta i jego późne obrazy z Giverny.

Dalszy ciąg wspomnień. Tabu tego spotkania: alkohol. O tym mówić nie będziemy, zapowiedziano. Potem przy stole z herbatą rozmawiam z kimś, kto mówi: "gdyby nie pił..." Gdyby nie pił, to może nie udźwignąłby bólu? Czy wtedy by tworzył? I rozmowa schodzi na innego nieobecnego i nadwrażliwego, Mikołaja, nieobecnego przedwcześnie i niepotrzebnie. Outsidera, pogardzającego własnym unicestwieniem.

Tak, Nowosielski cenił Francisa Bacona. To zupełnie zrozumiałe - obaj stawali twarzą w twarz z Ciemnością, wiec kiedy Piotr mówi, że Bacon malował zło, a Nowosielski samo dobro, mam chęć mu powiedzieć, że nic nie rozumie. A pływaczki, gimnastyczki, "Rzeźnia", Beatrix Cenci? A "Kobiety na statku" i "Villa dei Misteri".


Wyszłam z tej wystawy wstrząśnięta. Do tej pory widziałam w obrazach Nowosielskiego piękno i mistycyzm. Teraz zobaczyłam to, o czym wcześniej tylko czytałam w rozmowach z sędziwym artystą.

Obecność zła.

Ofiarą jest kobieta. Naga, spętana, często pozbawiona rąk. Niewolnica i ofiara mężczyzny. Wieszana, poddawana torturom, ścinana. Stojąca ze ściśniętymi kolanami. Klęcząca, przysiadająca na piętach, ze związanymi z tyłu rękami. Na czworakach. Skulona na podłodze. Kobiety w pozornie beztroskiej scenerii wycieczkowego statku są brankami, niewolnicami. Na plażach, we wnętrzach – są przedmiotem władzy mężczyzn. Obnażone.

Mężczyźni są zawsze ubrani, w garnitury lub stroje trenerów w cyklu prac przedstawiających sportsmenki. Ubiór oznacza władzę - trener jest także oprawcą. W Tajemnicy narzeczonych ona jest rozebrana, on ubrany. Beatrix Cenci jest gilotynowana przez katów w garniturach i krawatach.

Mówił: w Boga jest prawie w ogóle niemożliwie wierzyć. W diabła musi się wierzyć, bo się go dotyka na co dzień. Cala tragedia zwierzęcej i ludzkiej egzystencji, tragedia przyrody – to są jawne rządy szatana i upadłych aniołów.

Wychodzimy z M. w rozświetloną lubelską noc. Wiesz, mówi, wolę muzykę od malarstwa. Bach przybliża mnie do Boga. A mnie Cohen, mówię. Zwłaszcza jego ostatnia płyta, prawda? Właściwie Cohen i Nowosielski mieli wiele wspólnego, zgadzamy się. Grzesznicy, poszukujący Boga.

piątek, 11 listopada 2016

Oto jestem, Panie

Czasem czujemy się powołani, nie wiedząc przez kogo, wbrew własnej woli, przerażeni mocą zawartą w naszych słowach, w naszych uczynkach, w naszych myślach” 
Abraham Heschel.

Hineni, hineni, I’m ready, my Lord”.
Słowa Abrahama, Jakuba, Mojżesza. Oto jestem, Panie.



Odszedłeś. Po pięknym, spełnionym życiu.
Obdarowany: zawsze miałeś świadomość, że Twój talent to dar.
Wiara nieograniczona religią, tożsamość niespętana przynależnością.

Pozostawałeś sobą, poszukując odpowiedzi.

Byłeś blisko Jezusa, rozumiałeś Jego samotność.

...he spent a long time watching
From his lonely wooden tower
And when he knew for certain
Only drowning men could see him...”
 

Widzą Go tylko tonący. Ty tonąłeś nie raz, depresja upominała się o Ciebie. Los proroków.



Na lata zamknąłeś się w klasztorze buddyjskim. Szukałeś Mistrza i znalazłeś Go. 


I never really understood

what he said

but every now and then

I find myself

barking with the dog

or bending with the irises

or helping out

in other little ways"



Błądziłeś, jak każdy.

..like a bird on the wire
Like a drunk in a midnight choir
I have tried in my way to be free"



Stawałeś twarzą w twarz z ciemnością. Prowadziłeś nas tam, gdzie sami nie odważylibyśmy się pójść.



Kochałeś. Raniłeś. Byłeś raniony. Smutek i gorzka słodycz, ekstaza i zaduma - to wszystko było w Twoich tekstach, muzyce, w Twoim wyjątkowym głosie, z latami coraz głębszym, aksamitnym, intymnym. Czasem był to szept, czasem skarga, czasem ekstatyczny, chasydzki zaśpiew. 



Ileż wieczorów z Tobą, ileż kilometrów z Twoją rozbrzmiewającą w samochodzie muzyką.



Teraz stoisz przed Nim.

Widzę Cię tam - w dwurzędowym garniturze i fedorze.



Żegnaj, Leonardzie. A raczej: So Long.




_______________ 

 

niedziela, 16 listopada 2014

Życie, pisanie

Życie jest opowieścią, opowieść jest życiem. Nigdy tak dobitnie się o tym nie przekonałam, jak wówczas, przed kilkunastu laty, kiedy zdawało mi się, że skończyłam pisanie Pamiętasz? 

To miał być koniec. 

Następne tygodnie były niezwykłą przygodą, bo prawdziwe przygody dzieją się w nas, bo rodzą się z emocji i ducha, z wyobraźni i intelektu. 

Śmiech i łzy, muzyka i marzenia.



Potem zrozumiałam, że muszę to zapisać. Wiedziałam już, jak. Oddać głos jemu. 

Czy mi wybaczy? Nie wiem.

______________
And what can I tell you my brother, my killer
What can I possibly say?
I guess that I miss you, I guess I forgive you
I'm glad you stood in my way.

Leonard Cohen z płyty Songs of Love an Hate (1971)



sobota, 29 marca 2014

Cohen i psy


Kto by uwierzył?

Moje podekscytowane suczki, biegające po mieszkaniu, walczące o pluszaki, nagle zatrzymują się, kładą na grzbietach i przymykają oczy w ekstazie.

Co się stało?
Włączyłam to:


Wystarczą pierwsze takty
I tak do końca....



Kochamy Leonarda Cohena. Wszystkie trzy!




Nuty: http://www.musicnotes.com/
Konwersja: http://pdf2jpg.net/convert.php