czwartek, 3 kwietnia 2014

Blask kamienia - Saint-Guilhem-le-Désert

Przez Pont du Diable - w istocie, jest to most nad diabelską przepaścią - jedziemy do Saint-Guilhem-le-Désert. Zaczęło się w IX wieku od Wilhelma z Akwitanii, żołnierza Karola Wielkiego, który otrzymawszy od władcy fragment Drzewa Krzyża Świętego założył tu klasztor. Leżący na jednym ze szlaków, wiodących do Santiago de Compostela, jest siedzibą sanktuarium.
Średniowieczne miasteczko, w którym mimo turystów i pielgrzymów wciąż toczy się normalne życie, jest jak stary dom z mnóstwem zakamarków: wąskie korytarze, klatki schodowe, pokoje. Tarasy wychodzące nad strumyk, ogródki nad wodą. Bramy. 




St-Guilhem, wtłoczone w ciasną dolinę, zrazu otwiera się jedną wąską uliczką; po czym rozszerza się, ukazując półkolistą apsydę kościoła z arkadową galerią, budynek klasztorny i niewielką winnicę. 




Wąskim zaułkiem dostajemy się na rynek. Pośrodku, pod wielkim platanem, stoliki kawiarni. Kamienice romańskie o małych oknach, z biforiami, cały rynek średniowieczny! Złocisty piaskowiec, miękkie przedwieczorne światło, przyciszony gwar. Tylko usiąść na ławeczce, jak te starsze panie przed kościołem, słuchać i patrzeć. Być.
 


W kościele trwa msza, potem wchodzimy. Młode pielgrzymki w białych habitach modlą się w ciszy. Nagie, kamienne mury, posadzka wypolerowana tysiącami stóp. Szeroka apsyda; węższa, wysoka nawa główna, oświetlona przez górne okna i trzy świetliki w ścianie prezbiterium; znacznie węższe nawy boczne. Kolebkowe sklepienie. Takie kościoły, w których nic nie rozprasza skupienia, przyciągają mnie najbardziej. Tylko kamień i światło. Oczywiście, jest malarstwo, freski, rzeźba… jednak oglądając je, widzę przede wszystkim kunszt artysty. Puste, ciche wnętrze bez ozdób odcina mnie od zgiełku świata. Dlatego wybieram kościoły romańskie. 

 
I tu znów doznaję tego uczucia, co w kilku innych kościołach, opactwach, a nawet z pozoru zwykłych miejscach: niesamowitego spokoju i harmonii. I znów zadaję sobie pytanie, czy mnisi wybierali takie magiczne miejsca, czy też skumulowana energia ich modlitw pozostała w tych murach. Ostatecznie wybieram kompromis, zakładając, że i to, i to jest prawdą. Niesprawdzalną, lecz wielekroć doświadczaną.

Fragment tekstu Francja 2005: Południe opublikowanego w Kwartalniku Literackim Kresy nr 69-70 / 2007

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz