poniedziałek, 22 maja 2017

Powrót na Korsykę (2)

Wyruszamy przed wschodem słońca. Ma być ciepło i słonecznie.


Już w Ajaccio mamy wątpliwości... Za późno, by się wycofać.


 Miasto zostaje za nami.
 Iles Sanguinaires, Krwawe wyspy, mijamy już w deszczu.
Naszym celem jest lądowo-morski rezerwat Scandola: 10 km kwadratowych to morze, niemal drugie tyle to część lądowa.
Czerwone skały i atramentowa woda.
Głazy jak ciała prehistorycznych olbrzymów.
 Labirynty skał.
Czasem spotykamy wieże genueńskie.



Krajobraz złowrogo piękny.

 Bezludne skały.

W drodze powrotnej postój w Girolacie, wiosce, do której prowadzi tylko dawna ścieżka mulników. Cały transport odbywa się droga wodną. Można by tu się odciąć od świata, lecz wieś żyje z turystyki, a sezon powoli się zaczyna.
 Fort jest zamknięty.
 Odpływamy!
Oczywiście pod korsykańską banderą!
Jest zimno i zaczyna wiać, ale przed nami Calanche di Piana u wrót przepięknej Golfe di Porto.
Scandola, Girolata, Porto i Piana zostały w 1983 roku wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

  W Porto byliśmy 5 lat temu.






A potem okrutnie kołysze, dopada mnie choroba morska i jedyne o czym marzę, to być już w Ajaccio...

niedziela, 21 maja 2017

Powrót na Korsykę (1)



Najpierw go usłyszałam. Przenikliwy, wibrujący gwizd. Uwaga, nadlatuję!



Skądś - skąd? - wiedziałam, że to on, ten piękny ptak, widziany dwa dni wcześniej w Sainte-Lucie-de-Tallano. Tym razem kołujący nad naszym ogrodem, w porze śniadania na tarasie z widokiem na morze.


Kania ruda, Milvus milvus, Milan royal. Królewski, zachwycający drapieżnik.



W  Sainte-Lucie zatrzymał nas widok klasztoru franciszkanów. Było późne świąteczne popołudnie, na placu obok trwały rozgrywki w petanque. I nagle na niebie pojawił się on.



Nikt nie zwrócił uwagi. Tak jakby przyszedł sąsiad i to nie bardzo lubiany.



Piękny był i ogromny. Szybował nisko nad dachami klasztoru, odlatywał i wracał. Potem, gdzieś w oddali, pojawiła się jego partnerka.



Nie mogłam uwierzyć, że jest prawdziwy. Wyglądał jak latawiec, jak dron. Z ogromnymi, barwnymi skrzydłami o rozpiętości co najmniej półtora metra, z wdzięcznym, wciętym jaskółczo ogonem. Red kite, czerwony latawiec! Nawet z dołu było widać, jak przenikliwe ma spojrzenie.



Panowie spokojnie grali w bule. A my odjechaliśmy oczarowani.

Wrócił do nas, by się pożegnać?


________________

Kania ruda, Milvus milvus jest w Polsce pod ochroną. Wokół gniazd obowiązuje strefa ochronna: do 100 m, w okresie lęgowym 500 m od gniazda. Ich liczbę szacuje się na ok 600-700 par, żyją w pn.-zach. Polsce. Zimują w południowo-zach. Europie. Kiedyś liczne, zostały u nas wytrzebione w XX wieku.
We Francji również podlega ochronie.
Wpisany do Czerwonej księgi gatunków zagrożonych.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Konie świętego Marka

Wystawa grafiki przekazanej w darze Muzeum Lubelskiemu przez Tadeusza Mysłowskiego.

Kogóż tu nie ma! Jest Andy Warhol.


Henri Matisse

  i Piet Mondrian.


Oczywiście Pablo Picasso


 i Vassily Kandinsky.


Salvador Dali

Feliks Topolski



Łukasz Kurzątkowski


i Jerzy Nowosielski.


Sporo też prac opartych na koncepcie, obcych mi i obojętnych (może się nie znam, cóż).

I moje prywatne odkrycie: Konrad Srzednicki.

Baśniowa "Serenada": leniwie wyciągnięta na łożu, półnaga, ciemnoskóra kobieta i skrzypek. Księżyc w skwarną noc nad południowym morzem.


I dedykowane żonie oniryczne "Konie św. Marka". Wieloplanowe, finezyjne.


Z półmroku wynurzają się fragmenty Bazyliki św. Marka. Na poddaszu Pałacu Dożów mężczyzna w opończy - czy to Casanova? I któż to spada z dzwonnicy głową w dól?


A konie? Konie opuściły rydwan. Są wolne!



sobota, 15 kwietnia 2017

Jak przedsionek Nieba

Przez lata nie wiedziałam nawet, że to miejsce istnieje. Potem, gdy zobaczyłam je pierwszy raz, powiedziano mi, że z reguły jest niedostępne. W tym roku była tam już dwukrotnie. I pójdę znów.

Jest jak przedsionek Nieba.


Kaplica w lubelskim seminarium duchownym z ikonostasem Jerzego Nowosielskiego.

Pisze o niej Krystyna Czerni w książce, którą mam przed sobą, i która - jak to się zdarza czasem wydawnictwom nieprzeznaczonym do sprzedaży - w postaci drukowanej szybko zyskała status białego kruka.  "Jerzy Nowosielski w Lublinie", Teka Lubelska nr 5.

Kolor i świetlistość. "Barwy Nowosielskiego są wyrafinowane, nie do podrobienia" - pisze Krystyna Czerni. "Nowosielski – stosując szeroką paletę nasyconych barw – wybrał oryginalną, nietypową gamę kolorystyczną, zbliżoną do manierystycznych płócien Veronesego: kadmową czerwień, złamane róże i seledyny, błękity, szmaragdy i oranże; całość pokryta lekką mgiełką, jakby przesrebrzona. W  rezultacie  – jednolita płaszczyzna przegrody zdaje się przypominać wzorzysty, pastelowy gobelin. Dodatkowy zabieg modelunku niewyraźnych, jakby lekko zamazanych twarzy postaci buduje wrażenie efemeryczności, ulotności i prześwietlenia. Cały ikonostas tworzy niezwykle harmonijną, wizualną całość, gdzie barwne, kontrapunktowo rozłożone akcenty orkiestrują całą powierzchnię. Rytm malarskiej płaszczyzny wyznaczają dominujące akcenty charakterystycznej kadmowej czerwieni oraz nimby w wyraźnych gorących kolorach – od złotych żółcieni do głębokiego cynobru. Elementy tła pokryte smugami drżących promieni tworzą efekt przymglonej aury, malachitowe łąki każą myśleć o „niebiańskich połoninach”


Po obu stronach carskich wrót ikony namiestne Matki Boskiej i Chrystusa. Na lewych wrotach diakońskich - Dobry Łotr. „To jest właśnie dobry łotr. Ten, który umierał na krzyżu po prawej stronie Chrystusa, i  który przez samego Chrystusa był wprowadzony do raju. Ja wolę jego od wszystkich innych postaci, które tradycja proponuje na to miejsce. Bo w naszej sytuacji egzystencjalnej, przeżywania dramatu wiary, wydaje mi się właściwie najważniejszą postacią. Bo ja sam jestem taki sam."




Carskie wrota to czterej ewangeliści, z których tylko Św. Jan jest możliwy do identyfikacji. Przedstawiony inaczej niż pozostali, wyraźnie wyróżniony przez artystę.


U szczytu zaś - Zwiastowanie z archaniołem o czerwonych skrzydłach!


Druga kondygnacja z Wielką Deesis - modlitwą wstawienniczą Matki Boskiej i św. Jana Chrzciciela, z Chrystusem Pantokratorem w centrum.



Ikonostas powstał w 1988 roku. Jakaż szkoda, że wcześniejszy o wiele lat projekt polichromii dla kościoła akademickiego KUL został odrzucony. "Świadomość, że właśnie na tych ziemiach  – w  sąsiedztwie wspaniałego pomnika kultury jagiellońskiej: kaplicy Zamku lubelskiego  – nie pozwolono Nowosielskiemu zrealizować swej natchnionej wizji, zaprzepaszczając tym samym szansę na powstanie arcydzieła, budzi uzasadniony smutek." 


Krzyż nad ikonostasem i malowidła w prezbiterium są naśladownictwem Nowosielskiego. Różnicę, cóż... widać.

___________________

Wszystkie cytaty za:
Teka Lubelska 5. Krystyna Czerni "Jerzy Nowosielski w Lublinie"  PDF dostępny tu https://tekalubelska.collegiumartium.org/
Informacja licencyjna: Oile nie zaznaczono inaczej (por. opisy ilustracji), publikacja jest dostępną na licencji CreativeO Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 3.0 Polska (CCBY-NC-ND 3.0 PL). Pewne prawa zastrzeżone na rzecz autora. Zezwala się na wykorzystanie publikacji zgodnie z licencją – pod warunkiem zachowania niniejszej informacji licencyjnej oraz wskazania autora jako właściciela praw do tekstu. Treść licencji jest dostępna na stronie http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/3.0/pl/

Wieczór z Nowosielskim

We Wrocławiu