niedziela, 29 lipca 2018

Małe, żółte samoloty



Wracaliśmy z krótkiej wycieczki, gdy nad głowami usłyszeliśmy samoloty.


Leciały bardzo nisko, obniżały lot nad morzem, a potem wracały w stronę gór.


Nieduże, jaskrawożółte canadairy.


Z domu - mieszkaliśmy wtedy na wzgórzach Villefranche sur Mer - widać było, jak siadają niemal na wodzie zatoki Villefranche, nabierają jej i odlatują!


Duże statki musiały odpłynąć, mniejsze jednostki przycupnęły na wodzie.


Żółte samoloty z hukiem przelatywały tuż nad naszym dachem.


Paliło się górach nieopodal Escarene.


Zdjęcia z 8 maja 2011

niedziela, 22 lipca 2018

„trza być w butach na weselu”



trza być w butach na weselu”- mówi Panna Młoda u Wyspiańskiego, wyrażając poza przywiązaniem do tradycji (bo przecież nie jest świadoma seksualnej symboliki obuwia, o czym za chwilę) także głębszy jej sens: choć w butach niewygodnie, tak właśnie musi być, bo zaślubiny są przecież rytuałem przejścia, bramą przemiany wewnętrznej i zewnętrznej. W wymiarze osobistym – drogi od ja do my, w wymiarze społecznym – ostatecznego wejścia w dojrzałość. Stąd obecność krewnych, sąsiadów i przyjaciół, stąd uczta weselna, będąca i społecznym dowodem słuszności, i środkiem uśmierzającym lęk.

Nie bez powodu na uczcie obecne jest wino – gdy w Kanie Galilejskiej go zabrakło, Jezus uczynił pierwszy cud. Wino jest najbardziej uniwersalnym z symboli towarzyszących zaślubinom. Spośród biblijnych opowieści ta w szczególny sposób inspirowała malarstwo, dając asumpt do tworzenia monumentalnych scen zbiorowych, jak to uczynili Tintoretto i Veronese. Jakże odmiennych w nastroju od weselnych obrazów Bruegla, Kossaka czy Brandta!

Pisze Jean Maisonneuve: „Obrzędy przejścia dotyczyły zmiany wieku i statusu społecznego jednostek w trakcie całego życia (...) Zachodzą najczęściej w trzech etapach. Najpierw następuje rozłąka, potem oczekiwanie i integracja. Przejście i stawanie się są źródłem większego lub mniejszego niepokoju, który musi zostać pokonany zarówno przez jednostkę, jak i społeczność. W obrzędach przejścia chodzi przede wszystkim o oczyszczenie aktu stawania się (odwołanie do wody, ognia, krwi lub ich symboli), jak i przywrócenie równowagi zachwianej w wyniku zmiany. Często towarzyszą im zachowania naśladujące lub symbolizujące aktualne wydarzenia.”

Jakie? „Narzeczona wyciąga rękę ku narzeczonemu – mówi Bruno Bettelheim - który wkłada jej na palec pierścień. Istnieje popularny gest wyobrażający akt seksualnego zespolenia: połączenie palca jednej ręki z kółkiem utworzonym przez kciuk i palec wskazujący drugiej ręki. Jednakże gest należący do ceremonii zaślubin ma inną treść symboliczną. Pan młody ofiarowuje pannie młodej pierścień, który stanowi symbol waginalny, panna młoda zaś ofiarowuje panu młodemu palec; w ten sposób obrzęd jest dopełniony. W ślubnym obrzędzie wymiany pierścionków znajduje wyraz wiele treści nieświadomych. Należy do nich pragnienie mężczyzny, aby mieć kobiece znamiona seksualne, oraz pragnienie kobiety, aby mieć męskie znamiona seksualne. Kiedy pan młody wkłada pierścień na palec panny młodej, akceptują oni wzajemnie swe nieświadome pragnienia i przyjmują, że odtąd będą mogli niejako uznać znamiona seksualne partnera małżeńskiego za własne; wyzbywają się więc oboje swoich lęków kastracyjnych. Scenę, w której królewicz wręcza bohaterce złoty pantofelek, aby włożyła go na swoją stopę, uważać można za odpowiednik wspomnianego obrzędu, który jest nam tak dobrze znany, iż nie zwracamy uwagi na jego symboliczną treść, jakkolwiek właśnie przez dokonanie tego obrzędowego gestu dwoje ludzi staje się małżeństwem.”  Nie należy „traktować tych praktyk jedynie jako świadectwa zmiany miejsca lub statusu, gdyż większość z nich pełni rolę inicjacyjną, tzn. umożliwia przekazywanie doświadczeń oraz dostęp do tajemnicy i sacrum” – twierdzi Maisonneuve.

Obrączki, bukiet kwiatów i welon oraz przysięga małżeńska są znakami zewnętrznym dokonującego się aktu. Obrzędy weselne, jak oczepiny, w większym stopniu wydają się dotyczyć kobiety niż mężczyzny, bo też jej sytuacja zmienia się radykalnie. W tradycyjnym, patriarchalnym społeczeństwie przechodzi spod władzy rodziców pod władzę męża i jego rodziny.


W renesansowych Włoszech popularne były cykle obrazów, spalliera, umieszczanych na cassone, bogato zdobionych ślubnych skrzyniach, przeznaczonych do małżeńskiej sypialni, na wezgłowiu lub podnóżku łoża, a czasem na ścianach pokoju. Kształt tych malowideł związany był z meblem, więc zwykle podłużny, a występowały w cyklach złożonych z kilku obrazów, opowiadających umoralniającą lub miłosną historię. Jednym z najsłynniejszych takich cykli są oparte na opowieści z „Dekameronu” Giovanniego Boccaccia „Okrutne łowy” Sandra Botticellego z 1482 roku. Cztery panneaux namalowano z okazji ślubu Gianozza Pucciego z Lukrecją Bini do ich komnaty małżeńskiej - ostatnie było wezgłowiem ich łoża. Giorgio Vasari stwierdza prostodusznie, że Botticelli „przedstawił nowelę Boccaccia o Nastagiu z Onestich w czterech obrazkach z małymi postaciami malowanymi miło i pięknie.”

A jakże, miło i pięknie! Nastagio degli Onesti, niechciany przez obiekt swoich westchnień, pannę Traversari, opuszcza Rawennę i błąka się piniowym lesie. „Wtem ujrzał, jak z cierniowych zarośli wypadła cudownie piękna naga dziewczyna z rozwianymi włosami i z ciałem przez gałęzie i kolce poszarpanym [...] Po obu jej bokach gnały nieodstępne dwa zajadłe kundle, co chwila zatapiając w jej ciele kły, za nią gnał rycerz na czarnym koniu i w czarnym rynsztunku, z twarzą pałającą gniewem i szpadą w ręku, i straszliwymi, hańbiącymi słowy śmierć jej zapowiadał”.


Kimże jest ta nieszczęsna? Otóż jest kobietą, która odrzucając zaloty młodzieńca doprowadziła go do śmierci, i na taką karę zostali oboje skazani. „Ilekroć ją dopędzę (...) przeszywam ją tą samą szpadą, którą się niegdyś zabiłem. Otwieram, jak to zaraz zobaczysz, jej pierś, wyrywam jej twarde i zimne serce, do którego miłość ani litość przystępu znaleźć nie mogły, i rzucam psom na pożarcie. Po krótkim czasie jednak zmartwychwstaje ona, naznaczona Boga sprawiedliwym wyrokiem”.


Cóż czyni Nastagio? Obiecując, że nie będzie już narzucał się ukochanej, prosi, by przybyła wraz z rodziną na pożegnalną ucztę w piniowym lesie.

Właśnie owa scena uczty, przedstawiana na trzecim obrazie cyklu, z nagą kobietą, której czarny rycerz wyrywa serce, psami, czarnym i białym, zjadającymi trzewia i wzburzonymi, przerażonymi biesiadnikami – a wszystko w idyllicznym pejzażu piniowego lasu nad morzem – jest najbardziej sugestywna, i nic dziwnego, że ujrzawszy okrutne widowisko, panna zapałała gwałtownym uczuciem do Nastagia i była gotowa oddać mu się nawet bez ślubu. Ten jednak, jako człowiek honoru, nie zgodził się na takie poświęcenie.

A potem żyli długo i szczęśliwe? Zapewne, jako że według Boccacia kobiety w Rawennie „tak się zastrachały, że od tego bardziej uległymi wobec mężczyzn się stały.”

Sfery tajemnicy i sacrum jako istoty zaślubin najpełniej dotyka mit o Erosie i Psyche. Gdy Psyche odkrywa, że jej ukochany, z którym spotyka się tylko w ciemnościach, jest pięknym młodzieńcem, niechcący budzi go, co sprawia, że Eros ją opuszcza. „Zrozpaczona Psyche kilkakrotnie usiłuje popełnić samobójstwo, ale za każdym razem zostaje ocalona. Jako ofiara gniewu i zazdrości Afrodyty, Psyche musi przejść przez wiele niezmiernie ciężkich prób; jedną z nich jest zejście do Hadesu” - pisze Bettelheim. „Historia ostrzega jednak, że jeśli ktoś pragnie stać się świadomy pewnych spraw, nie będąc jeszcze odpowiednio dojrzały, albo jeżeli podejmowane w tym zakresie próby są zbyt gwałtowne, wywołuje to bardzo poważne konsekwencje (...) Wielkie cierpienia, jakie Psyche musi znieść, symbolizują trudności napotykane przez człowieka, gdy pragnie połączyć wyższe wartości duchowe (Psyche) z dziedziną płci (Eros). Zaślubiny mądrości i płciowości ludzkiej wymagają ponownych narodzin duchowej istoty człowieka, a nie jego istoty fizycznej. Symbolizuje to zstąpienie Psyche do świata podziemnego i jej powrót na ziemię”.

Dojrzewanie nie jest tylko sprawą kobiety: Eros „także musi dorosnąć, jeżeli ma poślubić Psyche. Zanim ją spotkał, był najbardziej niesfornym i nieodpowiedzialnym z pomniejszych bogów. Podjął on walkę o niezależność, kiedy postąpił wbrew rozkazom Afrodyty. Jednak dojrzalszą świadomość zyskuje dopiero wtedy, gdy zostaje przez Psyche zraniony i kiedy poruszają go jej cierpienia”.

Odchodząc od rytuałów i tradycji, rezygnujemy coraz częściej z eksponowania i świętowania ważnych etapów w życiu. Zamiast społecznie akceptowanej, rytualnej inicjacji mamy samoinicjację w grupach rówieśniczych, czasem o charakterze przestępczym. Ślub i wesele w polskiej obyczajowości bywają przedsięwzięciem ekonomicznym, obliczonym na zysk. Nowe „rytuały weselne” mają charakter rozrywkowy.

Małżeństwo przestaje być sprawą społeczności, a nawet rodziny w szerszym znaczeniu. Tym samym staje się rytuałem odwracalnym, bo bez społecznego dowodu słuszności, jako prywatna sprawa dwojga, łatwiej może być unieważnione. Przestaje być dowodem społecznej dojrzałości, skoro można powrócić do stanu wolnego. A jednak pozostaje w nas potrzeba rytuału, nawet jeśli daleko odbiega on od tradycji. Czy więc w najbliższych pokoleniach zmieni się tylko forma?

Alternatywne śluby - niegdyś (w społecznościach Romów czy na Kaukazie także dziś) porwanie panny młodej, dziś śluby na wakacjach czy bez gości - kontestują tradycyjny model, ale nadal pozostają w sferze rytuału. Bo przecież istotą ślubu jest wzajemne zapewnienie - przy świadkach, w obecności autorytetu - że chcemy być razem.


-------------------

Trzy pierwsze panneaux z cyklu o Nastagiu Sandra Botticellego znajdują się w madryckim Prado. Źródło ilustracji: wikipedia
Dekameron Giovanniego Boccaccia tłumaczył Edward Boyé
Bruno Bettelheim Cudowne i pożyteczne. O znaczeniu i wartościach baśni tłum. Danuta Danek
Giorgio Vasari Żywoty najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i i architektów tłum. Karol Estreicher


sobota, 14 lipca 2018

W Cucuron


Najsławniejszy jest staw z platanami. Powstały już w XVI wieku tuż poza murami miasta, do strony północnej, jako źródło wody dla młyna.


Nazwa Cucuron prawdopodobnie pochodzi od wzgórza, na którym leży (praindoeuropejskie "kuk"). Znaleziono tu ślady osadnictwa neolitycznego a także galo-rzymskiego. Pierwsza wzmianka o osadzie średniowiecznej pochodzi z 1024 roku.
















Miasteczko, choć senne i pustawe, jest jednak godne uwagi. I ma swój urok.













































Gdybyśmy mieli gdzieś spędzić miesiąc, jak niegdyś w Forcalquier, być może wybralibyśmy Cucuron.
























Jesteśmy tu po latach i nic się nie zmieniło. Zrelaksowani bywalcy jedzą obiad na tarasach restauracji, psy udają czujność, koty nigdzie się nie spieszą.








































Wówczas spod tej bramy wystawał jeden psi nos, teraz są... dwa.


Blask kamienia: Silvacane



Silva Cana: las trzcin. Mokradła nad Durance. Cudowną, dziką Durance, która nawet tu, na południe od luberońskiego masywu, pozostaje kapryśną, górską rzeką, płynącą to zwodniczo spokojnie w rozległym białokamiennym korycie, to szarą wzburzoną falą, której nic się nie oprze.



Cysterskie opactwo Silvacane ufundowano w 1144 roku. Założyli je cystersi z Morimond pod przewodnictwem opata Othona, przyrodniego brata Konrada III Hohenstaufa. Fundacja i dalsze donacje (Bertrand des Baux ufundował kościół) były tak hojne, że mnisi benedyktyńscy z Montmajour... napadli na cystersów i wzięli ich jako zakładników. Dopiero długotrwałe negocjacje doprowadziły do zakończenia konfliktu. Z końcem XIII wieku zaczął się zmierzch opactwa.



Zespół klasztorny przypomina ten z Thoronet czy Senanque. Kościół orientowany, do jego wschodniej ściany przylegają krużganki wirydarza, na północ od nich kapitularz i kalefaktorium, na piętrze nad nimi dormitorium. Z północnych krużganków wejście do refektarza.


Jest to ta sama surowa, harmonijna architektura cysterska.




Jak w wielu pierwotnie romańskich klasztorach, budowle stopniowo ewoluują w kierunku gotyku. Kalefaktorium (sala mnichów, pełniąca również funkcję skryptorium), kapitularz i refektarz maja już gotyckie kolumny i sklepienia.


A w murach gnieżdżą się kawki i kopciuszki.























Silvacane, zniszczone w XVII i XVIII w., a po rewolucji zamienione w farmę, zostało wykupione w 1846 roku przez państwo francuskie i uznane za zabytek. Odrestaurowane w latach 90. XX wieku.