Jest teatrem.
niedziela, 24 października 2021
Wenecja - spektakl się zaczyna
środa, 6 października 2021
Twoja wolność to słowo NIE
To jest film o współczesnym Iranie.
O państwie, gdzie wykonywana jest nadal kara śmierci.
Grozi nie tylko mordercom i przemytnikom, także więźniom politycznym.
Cztery nowele. Wszystkie mówią o tym.
O zabijaniu.
O rozmytej odpowiedzialności za śmierć skazańca, ale i o tym, że ostatecznie ktoś naciska guzik.
Albo odmawia.
Jeśli jest pracownikiem więzienia – jak z tym żyje?
Jeśli jest poborowym – czyli de facto więźniem wyższej kategorii – za wykonanie takiego rozkazu otrzyma 3 dni przepustki. Za niewykonanie - przedłużenie służby. I kolejne takie rozkazy.
To jest film wstrząsający, choć nie ma tu spektakularnych scen przemocy.
Są klaustrofobiczne wnętrza, koszmar ulic Teheranu, ale i idylliczna przyroda z dala od miasta.
Są przerażeni, płaczący mężczyźni – i tacy, którzy już nie płaczą.
Zło nie istnieje?
To jest film… o dzisiejszej Polsce.
O rozkazach, które należy wykonać.
O strachu przed buntem.
Przed słowem NIE.
Przez cały seans miałam przed oczami innych ludzi w mundurach, tych na granicy polsko – białoruskiej.
Ilu z nich rozumie, w czym biorą udział?
"Mam żal do państwa polskiego o to, że doprowadziło do sytuacji, w której muszę myśleć o takich rzeczach. To wystawia moje człowieczeństwo na próbę. Nie mogę przechodzić obojętnie wobec osoby, która jest umierająca. Jeśli państwo polskie oczekuje, że będę domniemywał, czy osoba, która umiera, jest terrorystą i oczekuje, że jej nie pomogę, bo jest takie podejrzenie, to tu nastąpiła jakaś pomyłka. Ja tego nie rozumiem" – mówi Mirosław Miniszewski.
Dopiero teraz zrozumiałam, jak możliwy był Holokaust. Wiedziałam, że nie odpowiadali za niego tylko źli ludzie, że potrzebna była obojętność odwróconych. Ale znane mi bliskie przekazy były o tych pomagających – tak jak u Miniszewskiego, który wśród znajomych nie ma innych ludzi niż ci, co pomagają. Teraz wiem.
Zaczyna się od wiary w kłamstwa.
„To mordercy i przemytnicy”.
„To terroryści i zoofile”.
„To nie są ludzie”.
„Chciałbym, żeby te osoby, które mają takie poglądy, przyjechały tutaj, potowarzyszyły mi przez jedną noc, kiedy takiej pomocy staram się udzielić. Spojrzały w oczy tej osobie i potem poszły spokojnie spać. Bo ja mimo tego, że mam postawę pomocową, od wielu tygodni nie mogę spokojnie spać. Ciągle śnią mi się koszmary, ciągle widzę te oczy. Kiedy patrzę na tych ludzi wygłodniałych, wycieńczonych, to ich oczy mają dokładnie taki sam wyraz, jak są zdjęcia z obozów koncentracyjnych czy zdjęcia Żydów w gettach w czasie wojny. To jest ten sam wyraz twarzy. I chciałbym, żeby osoba, która takie radykalne sądy wygłasza, miała to samo doświadczenie, potem jeszcze raz się zastanowiła i mówiła dalej” - Miniszewski.
Mówię NIE.
Zło nie istnieje (2020) Sheytan vojud nadarad - scenariusz i reżyseria Mohammad Rasoulof
Rozmowa z Mirosławem Miniszewskim
czwartek, 30 września 2021
Nieoczekiwane spotkanie na morzu
Są takie chwile, gdy naprawdę żałuję, że nie mam wystarczająco dobrego obiektywu.
Kim był ten ciekawski, towarzyski ptak?
I. zauważył go dopiero, gdy robiłam ostatnie zdjęcia.
Antibes, 23 września 2021
piątek, 15 stycznia 2021
Wilcy i ludzie
Kto chciałby spotkać w lesie wilka? I zrobić mu piękne zdjęcie (najlepiej podczas obiadu)?
Bez lęku, bo nawet wśród leśników nie wszyscy są zaklinaczami zwierząt - jak ten z Baligrodu - i niektórzy reagują w stylu „oj, wilk się na mnie patrzy!”
Ale siedząc sobie wygodnie w salonie, ze szklaneczką whisky i cygarem? Czemu nie?
Ta zazdrość znajomych: ale go podszedłeś, świetne ujęcie, nie bałeś się?
Mokry sen świeżo upieczonej klasy średniej...
Mówisz – masz. Czatownia to odpowiedź na twoje potrzeby. Nęcisko dla ciebie i zwierząt.
Wilki znów płacą nie swoje rachunki.
Powoli wymiera pokolenie, które miało je wyłącznie za szkodniki. Zapłaciły za to niemal eksterminacją. Potem było kilka dziesiątków lat odzyskiwania praw. Jeszcze do końca się nie udało, a dziś to ludzie nimi zafascynowani stwarzają niebezpieczeństwo.
Wilk jest ofiarą mitów. Kiedyś figura zła, dziś mityczne i piękne, symboliczne zwierzę.
Czy pozwolimy mu być po prostu sobą?
Dokarmianie dzikich zwierząt budzi emocje. Nie ma przepisu, który by tego zabraniał. Dokarmiane niedźwiedzie zmieniają się w couch potatoes, ograniczając obszar penetrowany w ciągu dnia, bo kto by zapi...ał za garść jagód, jeśli ma zapewniony codzienny catering! Nic tylko fajki, piwko i pilot do tv, Misiu, co nie?
A wilki? Jeśli przywykną do nęciska, to zobaczą człowieka jako dostarczyciela łatwej strawy. Jeżeli nie nakarmi, przyjdą jak po swoje.
A serio?
Problem to nie tylko zmiana zachowania, ale i przekazywanie tych szkodliwych zachowań potomstwu, utrata lęku przed ludźmi, co zawsze kończy się źle dla zwierząt. To także ryzyko chorób, wypadków…
Ok, edukujemy.
Czy to wystarczy? Nie.
Antropopresja sprawia, że dla zwierząt jest coraz mniej miejsca. Nawet tam, gdzie powinny być u siebie, nie mają spokoju.
Jeśli chcesz zobaczyć lwy w Afryce, to nikłe są szanse, że uda ci się to jako samotnemu, kierującemu się kodeksem etycznym podróżnikowi. Raczej pojedziesz na safari (skądinąd ciekawe są losy tego słowa w XX wieku) czy do prywatnego rezerwatu. W tym ostatnim możesz nie dostrzec, że młode, które pozwalają ci głaskać, skończą jako łup w canned hunting.
Nawet niekomercyjne rezerwaty muszą zarabiać. Nie zrezygnują z turystów.
A kłusownicy wszelkiej maści nie zrezygnują z łupów. Tak, to jest wojna.
10 stycznia 2021 sześciu rangersów zginęło a jeden został ciężko ranny w zasadzce na terenie Parku Narodowego Wirunga. Mieli od 27 do 30 lat. To były kolejne ofiary. Pamiętamy tylko o Dian Fossey.
Zatem: co robić?
Czy można pogodzić ochronę wilka (i innych zwierząt) z presją człowieka na kontakt z naturą bez respektowania jej praw?
Czy można pozwolić miłośnikom wilków na ich niekontrolowane tropienie?
A jeśli nie, to jak ich kontrolować?
Jak uchronić wilka przed jego własną legendą, przed strachem, nienawiścią i… toksyczną miłością?
Nie wiem.
O zdjęciach:
Nie zwiedzam ogrodów zoologicznych, a raczej robię to bardzo rzadko i zwykle z jakiegoś powodu. To miejsce - Wildpark Lueneburger Heide - odwiedziliśmy zaintrygowani fotografiami Tanji Askani. Oczywiście byliśmy świadomi, że to mocno wystylizowane zdjęcia. Pierwsze zaskoczenie: to nie jest tylko ogród zoologiczny, ale też wielki plac zabaw i teren piknikowy. Wilki są na uboczu. W trzech zagrodach. Najpierw polarne, dumne i obojętne. Potem szare, z dystansem obserwujące świat. Donna i wilk wpatrują się sobie w oczy, ona wyraźnie zafascynowana. Na koniec alaskańskie, ciekawskie i ruchliwe, biegające wzdłuż płotu jak psy - ale dlaczego nie szczekają, pyta Luna, i głośno wyraża swoje niezadowolenie. A ja pytam raczej, dlaczego są w zagrodzie z niedźwiedziami, choć wcale ich to nie uszczęśliwia. Mam mieszane uczucia. Nie żałuję, że tu byliśmy, ale nie wrócimy.
środa, 13 stycznia 2021
Całkowite zanurzenie: (za)światy Radka Raka
W letnie noce na niebie nad Lublinem widać tłumy spadających aniołów.
Strzela do nich umarły mnich, a potem wypchane umieszcza pod sklepieniem bazyliki dominikanów.
Koty i węże nie tylko mówią, ale i zmieniają dowolnie swój cielesny kształt.
Lilith żyje. Spotyka ją każdy mężczyzna, ale niektórzy już nigdy potem nie znajdą spokoju.
W pałacu Madame Chauchat przez cały rok kwitną róże i latają motyle.
Można komuś odebrać serce i przejąć jego życie.
Jerozolima to miasteczko w Karpatach, gdzieś między Duklą a Truskawcem.
Księżyc, gdy nieumiejętnie się z nim obchodzić, może się potłuc.
Rusałki żyją i są nieśmiertelne.
Ikonopis prowadzi herbaciarnię w Beskidach, a czasem jest też mnichem tajemnego kultu.
Człowiek może stać we śnie się kotem i nim pozostać.
Jakież to piękne baśnie!
Można je czytać na wielu poziomach i to mnie najbardziej zachwyca.
Dezynwolturę w traktowaniu fabuły (a więc logikę raczej snu niż rzeczywistości) odziedziczył Rak po swoich Mistrzach. Klucze do ich utworów są we wszystkich jego powieściach i nie jest to popisywanie się oczytaniem, lecz całkowite zanurzenie.
Mann spotyka się baśniami ludowymi, Schulz z Bułhakowem, Leśmian z Tolkienem.
Adela z madame Chauchat, kuracjusz sanatoryjny z biblijną Lilith, czytelnik z bohaterem książki.
Czy Jakub Szela jest sobą, czy już dziedzicem Boguszem?
Grzegorz jest już tylko kotem, czy jeszcze Grzegorzem?
Oprócz inspiracji znakomitą literaturą jest tu silnie obecny żywioł baśniowy.
Zanurzyłam się w tych (za) światach i już mam pokusę, by wrócić.
Kocham cię, Lilith, 2014
Puste niebo, 2016
Pełnia Światła, antologia Tarnowskie Góry Fantastycznie, 2019.
Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli, 2020, Nike 2020
wtorek, 12 stycznia 2021
Pusty raj - Villefranche-sur-Mer
Rajski zakątek. Cicha zatoka, osłonięta od strony morza skalistym półwyspem. Miasteczko spoczywa jak ostryga w muszli, otoczone stromymi w wzgórzami od wschodu, północy i zachodu. Zabytkowa część między morzem a Basse Corniche, wyżej zabudowa wspina się w stronę Moyenne Corniche i dalej. To walka z opoką. Dom, w którym mieszkaliśmy – ze spektakularnym widokiem na zatokę i półwysep – zbudowano w niszy wydartej skale. Tylne wejście było na siódmym piętrze.
O rzut kamieniem, po drugiej stronie Mont Boron, jest miejsce zwane Terra Amata. Ludzie mieszkali tam 400 tysięcy lat temu, więc z pewnością byli i tu. W dzisiejszym Villefranche-sur-Mer.
A potem? Kogóż tu nie było! Grecy i Rzymianie, wszelkiej proweniencji Barbarzyńcy. Osiedli tu też na chwilę saraceńscy piraci.
Kiedyś d'Olivula Portus, potem Montolivo.
W 1295 roku Karol II Andegaweński, król Sycylii i Neapolu, hrabia Prowansji, uczynił je wolnym miastem, Villa Franca. Bez wątpienia kluczowy był potencjał strategiczny tego miejsca.
Od 1388 roku miasto należało do diuków Sabaudii i to oni (a właściwie Emanuel-Phlibert de Savoie) wznieśli cytadelę świętego Elma, jak również forty Mont Alban i Saint-Hospice.
Francuzi byli tu nie raz, i to niekoniecznie w przyjaznych zamiarach, także w czasie rewolucji.
Od 1860 roku wraz z hrabstwem Nicei Villeframche-sur-Mer stało się miastem francuskim.
Zapraszam was na spacer. Pójdziemy plażą od strony Cap Ferrat. Wdrapiemy się na strome schodki. Zanurzymy się półmrok Rue Obscure.
To nie wszystko, to tylko okruch.
Miasteczko czasu pandemii jest puste. Na Promenade des Marinières, zwykle tętniącej życiem, nieliczne lokale walczą o przetrwanie.
Żal...





















































