Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 maja 2024

Nad Tagliamento

 


O tej rzece pisze wielokrotnie Ernest Hemingway w powieści „Za rzekę, w cień drzew”. To już ujście Tagliamento, łagodny bieg, krzaki i mokradła zasiedlone przez wodne ptactwo.

Opuszczając Włochy zjechaliśmy z autostrady i wyruszyliśmy w górę rzeki. Rozległe, białokamienne koryto wśród coraz wyższych alpejskich gór i płynący nim strumień – jakże typowy krajobraz górskiej rzeki w porze słonecznej.


A co, gdy trwają deszcze? Ten pozorny spokój zakłócają wtedy masy wody, w ekstremalnym przypadku niosące śmierć i zniszczenie. Tak było w 1966 roku, gdy powódź dotknęła leżące wyżej Venzone. 


Źródła Tagliamento leżą w rejonie przełęczy Mauria na wysokości 1195 m. Na odcinku górskim to rzeka roztokowa, której koryta rozdzielone są żwirowymi wyspami. Jedna z nietkniętych rzek górskich w Alpach, płynąca ponad 178 kilometrów w stronę Morza Adriatyckiego. 



Gdy opuszcza góry, meandruje wśród pól i mokradeł, by ujść do morza między Marano i Caorle.



poniedziałek, 5 czerwca 2023

Na oślej ścieżce - Campo di Brenzone


Jezioro Garda zachwyca o każdej porze roku i przy każdej pogodzie.


Rozległa połać wody, a nad nią wznoszące się skaliste kolosy. 



To tylko wrażenie, bo góry wznoszą się stopniowo i te nad samym jeziorem nie są jeszcze bardzo wysokie: stoją na nich domy, rozciągają się oliwne sady. Kamienne ścieżki oddzielone są murkami i żywopłotami od pastwisk i ogrodów. 



Na wschodniej stronie jeziora leży Brenzone - niewielkie miasteczko wzdłuż drogi, z małą mariną otoczoną domami i hotelami - ale to nie jest pierwsza lokalizacja tej miejscowości.

Na wzniesieniu znajdziemy (jeśli się dobrze postaramy, bo nawigacja tu trochę szwankuje, jak to w górach) Campo di Brenzone, którego istnienie po raz pierwszy zostało potwierdzone w 1023 roku.


Nie jest mi łatwo wspinać się na wzgórze, ośla ścieżka to kocie łby i spore nachylenie! Jednak warto. I dla widoków po obu stronach drogi, i dla odkrywania zaułków campo.

Nie ma tu wodociągu, ale jest studnia i cysterna, a Luna odkrywa, że może też być basenem!



Czym jest campo? To borgo, niewielka osada. Jest tu i kościół, i zamek. 

Kościół z XII w. pod wezwaniem San Pietro in Vincoli - Świętego Piotra w okowach. Wewnątrz są freski z XVIII wieku. Zamek to raczej dom mieszkalny najbogatszej niegdyś rodziny.  


Dziś campo zamieszkuje kilkanaście osób, część budynków popadła w ruinę, ale osada żyje: tu i ówdzie znajdziemy zaskakujące instalacje, scenki i artefakty. 



W sierpniowe noce odbywają się tu koncerty połączone z oglądaniem spadających gwiazd i jeziora, które należy do najpiękniejszych w Europie.


Wracamy już inną drogą, dostępną dla ciągników i samochodów terenowych, choć wąską i kamienistą jak poprzednia. 

I znów gaje oliwne, po lewej rozległa połać lśniącej wody, po prawej wzgórza wspinające się aż do kamiennych szczytów.



Luna biega po murku, jak pies horacjański Iwaszkiewicza.



 


sobota, 31 marca 2018

W Lucéram




Lucéram - jedna z naszych ostatnich wycieczek z bardzo już chorym Pumą.


Ufortyfikowana średniowieczna osada położona jest w odległości 27 km od Nicei na zboczu nad zakolem Paillon, na dawnym Szlaku Solnym.


Po zamku nad osadą pozostała cylindryczna wieża oraz resztki muru obronnego z XII i XIII wieku. Domy, solidnie zbudowane z miejscowego szarego kamienia, zaprojektowane są tak, by wytrzymać trudne warunki klimatyczne. 


Uliczki zdominowane przez arkady i sklepione przejścia. 



Galerie na poddaszach pełniły niegdyś funkcje magazynu - taka galeria jest jedną z „bohaterek” „Huzara na dachu” Jeana Giono. 

 
Wieże kościelne w Prowansji często były kryte barwną, ceramiczną dachówką.

 

Kościół świętej Małgorzaty jest niestety zamknięty (podobno to norma), a szkoda, bo jego wnętrze kryje ciekawe malarstwo i rzeźbę sakralną z XIII-XVII w.

 

poniedziałek, 22 maja 2017

Powrót na Korsykę (2)

Wyruszamy przed wschodem słońca. Ma być ciepło i słonecznie.


Już w Ajaccio mamy wątpliwości... Za późno, by się wycofać.


 Miasto zostaje za nami.
 Iles Sanguinaires, Krwawe wyspy, mijamy już w deszczu.
Naszym celem jest lądowo-morski rezerwat Scandola: 10 km kwadratowych to morze, niemal drugie tyle to część lądowa.
Czerwone skały i atramentowa woda.
Głazy jak ciała prehistorycznych olbrzymów.
 Labirynty skał.
Czasem spotykamy wieże genueńskie.



Krajobraz złowrogo piękny.

 Bezludne skały.

W drodze powrotnej postój w Girolacie, wiosce, do której prowadzi tylko dawna ścieżka mulników. Cały transport odbywa się droga wodną. Można by tu się odciąć od świata, lecz wieś żyje z turystyki, a sezon powoli się zaczyna.
 Fort jest zamknięty.
 Odpływamy!
Oczywiście pod korsykańską banderą!
Jest zimno i zaczyna wiać, ale przed nami Calanche di Piana u wrót przepięknej Golfe di Porto.
Scandola, Girolata, Porto i Piana zostały w 1983 roku wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

  W Porto byliśmy 5 lat temu.






A potem okrutnie kołysze, dopada mnie choroba morska i jedyne o czym marzę, to być już w Ajaccio...